działania zapobiegawcze i korygujące
rozstania i powroty - to jedna z tych rzeczy, które w życiu przytrafić się muszą. tym razem powrót, ale czy na dobre? przez tyle lat poszkiwałam recepty na szczęście, miłość, życie. lecz gdy tylko złapałam w dłoń kawałek tego nieba, ciągle pragnęłam więcej. tylko czy należy mi się więcej? człowiek nie jest ideałem, dlaczego więc z góry zakłada, że należy mu się to, co najlepsze. oczywiście, do ideału bardzo mi daleko, dlatego też nie chcę otrzymać więcej, niż może być mi dane. czasem zastanawiam się czy to wszystko jest kawałkiem nieba czy tylko namiastką czegoś, co mogłoby by być naprawdę. być może nie nadaję się do tego, do czego każdy człowiek jest stworzony. czuję się jak schizofrenik, w którym biją się przeciwstawne myśli. przez tyle lat nie stałam się silniejsza, co najwyżej bardziej wytrwała i cierpliwa. dalej popełniam te same błędy, mimo, że tak bardzo staram się ich nie popełniać. moje wszelkie starania zapobiegawcze stają się tylko ogniem zapalnym dla dalszej części procesów... dalej potrafię tylko jedno i dalej jestem tylko sobą. dlaczego ludzie się nie zmieniają, bo tak bardzo bym chciała...
kuzynka-krecika 2011-05-20 23:12:44
skomentuj (0)
no i tak. rozpoczęłam najdłuższe wakacje swojego życia. jednak tego czasu nie przeznaczyłam na cudne błogie lenistwo, a na pracę, pracę i jeszcze raz pracę. po pierwszym tygodniu trudno jest mi powiedzieć co mnie do tego skusiło ;-) jednak świadomość, że pod koniec miesiąca na moim koncie pojawią się piniążki jest silniejsza od jakichkolwiek wątpliwości.
tak serio, jest najgorzej. nie spodziewałam się, że zaraz po przyjściu z roboty, jedyne co zrobię to padnę na łóżko, łóżko, ŁÓÓÓŻKO (!) to jedyny mebel, który od ostatniego tygodnia tak bardzo mi się przypodobał. po 10 godzinach wyłączają się nogi, kolejno mózg i... wszystko. ale najważniejsze to przetrwać jak najdłużej, a później wykorzystywać, to, ile zaoferował szefuncio. ;)
poza tym czas zrobić prawo jazdy. oczywiście fakt jego zrobienia i zapewne BARDZO długą drogę do jego zdobycia bardzo mnie zniechęcają i jak widać robię wszystko, byleby nie spojrzeć na znaki drogowe. mam nadzieję, że na kursie po prostu mnie olśni i będę mistrzem kierownicy. ale przepraszam, czego można się spodziewać? nawet Kubica zdał za drugim razem. wiadomo, BYLE DO PRZODU. trzeba to sobie powtarzać, żeby nie zapomnieć. tyle nadziei w tym zdaniu... ;-)
drugie poza tym, ciągle nie wykorzystuję szansy, którą mi ktoś z góry zsyła. mam nadzieję, że po 10 czerwca jednak będę mieć taką możliwość...
tych kilka łez sprawiło, że na nowo odnalazłam się.
choć minął smutek straconych dni,
nie zapomne ci dwunastu moich łez.
dosyć już, dwanaście łez i znów zaczynam być.
przyjdzie czas i moje serce zacznie znowu dla kogoś bić.
kuzynka-krecika 2009-06-07 12:40:57
skomentuj (0)
już długo tu nie pisałam. niekoniecznie z braku czasu, raczej z braku chęci
w poniedziałek zaczynam maturę-srurę - swój egzamin dojrzałości-srości. z jednej strony chciałabym spisać się najlepiej, ale z drugiej obezwładnia mnie lenistwo i ciężko jest mi zabrać się za cokolwiek. nie wiem, nie potrafię tego przeżywać jak na razie. nie wiem czy to dobry, czy zły znak. chwilowo więc jestem spokojna.
przyjechały moje pierdoły z Krakowa. szkoda tylko, że nie możemy spędzić ze sobą tego długiego weekendu. ale myślę, że jeszcze sobie odbijemy, więc staram się nie żałować :)
poza tym trudno jest mi opisać to, co chcę przekazać potomnym i nie tylko. ;) błagam Cię, jeżeli się zastanawiasz - przestań już i zrób to. jeżeli myślisz, że za dużo dzieli, najpierw spróbuj, najwyżej się rozczarujesz, ale przynajmniej będziesz pewien, że nie zaprzepaściłeś swojej szansy na szczęście. jeżeli jeszcze nie znasz, to nic, poczekam. ale chcę żebyś wiedział.
kuzynka-krecika 2009-05-01 20:44:31
skomentuj (0)
take me somewhere we can be alone
czasem wydaje mi się, że czym bardziej czegoś pragnę, tym bardziej to ode mnie ucieka. nie wiem czy macie takie samo wrażenie. więc walczę ze swoim 'chcę' i usiłuję przeobrazić go w proste 'nie chcę', ale prawdopodobnie moja podświadomość przeraźliwie krzyczy 'pragnę'... i koło się zamyka.
mam bardzo proste potrzeby, naprawdę. a zegar biologiczny tyka ;) ok, bez przesady... ale co będzie, jeżeli za 10 lat nic się nie zmieni? i niestety mam takie przeczucie, że... hm ._.
z drugiej jednak strony, przyglądając się całemu doborowi naturalnemu i kryteriami/zasadami jakimi kierują się inni, to aż wolę zaakceptować sytuację taką, jaka jest. nie warto na siłę - z tego zdaję sobie sprawę. ale czy sama czasem nie przesadzam?
rozchwianie hormonalne + rozchwianie psychiczne + kobiecość, może dać szczerze niezłą mieszankę wybuchową. przecież my - kobiety, nie jesteśmy w istocie w 100% pewne, nasze sumienie zawsze traktuje naszą psychikę mocną chłostą. pragniemy i staramy się, żeby było dobrze, robimy wszystko w tym kierunku... ale zazwyczaj nie jest dobrze. tracimy chęć dalszych poszukiwań, prób, starań, usiłowań i troszczenia się. wolimy zaakceptować wszystko takim jakie jest, albo powrócić do poprzedniego życia, które nie jest może szczęśliwym trafem na loterii, ale w końcu jest już czymś poznanym i nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. lubimy takie bezpieczeństwo, mimo, że ono nas męczy. bezpieczeństwo, z którego chcemy się wyzwolić.
życie czy fikcja? normalność czy dewiacja? pospolitość czy niepowszechność? czasem sama nie wiem.
[zero 7 - home]
EDIT:
- co u ciebie, Mojsze? coś taki nieswój?
- dostałem fotografię swojej rodziny
- to czego się martwisz, to dobrze.
- żeby ty się wściekł z takim dobrze, ja ojca do komina posłałem!
- nie może być!
- może, bo posłałem. przyjechał z transportem, zobaczył mnie przed komorą, zaganiałem ludzi, rzucił mi się na szyję, zaczął całować i pytać, co to będzie i że on jest głodny, bo dwa dni jadą bez jedzenia. A tu komandofuhrer krzyczy, żeby nie stać, że trzeba pracować! co miałem robić? <<idź, ojciec - mówię - wykąp się w łaźni, a potem pogadamy, widzisz, że teraz nie mam czasu.>> i ojciec poszedł do komory. a zdjęcia wyciągnąłem potem z ubrania. i powiedz, gdzie tu jest dobrze, że mam fotografię?
kuzynka-krecika 2009-03-07 17:06:12
skomentuj (1)
aaa, coraz trudniej idzie mi się skupić. ferie dobiegają końca, więc w końcu będę myśleć o czymś pożytecznym. jak na razie moje myśli kręcą się wokół jednego. mam ochotę mocno uderzyć głową w ścianę - ileż można? a cichutki głosik mówi: 'można, można. dużo. wiecej. jeszcze!'. chyba naprawdę wpadam w obłęd - dzień czy w nocy; na jawie czy we śnie - ciągle to samo :< a mówiłam sobie, że nie mogę, nie tym razem. szkurde. denerwuje mnie swoja osoba i to nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo.
serce podpowiada mi, że
coś wydarzy się
wygram, chociaż nie gram w tę grę
dziś jest mój wielki dzień
totolotek przy tym to nic,
bo to lepsza gra
z każdą chwilą serce bije mocniej mi
w głowie myśli tysiące mam
tak to już dziś
na pewno spotkam Cię
w końcu sny najskrytsze spełnią się
spotkam Cię przypadkiem
spotkam Cię na zawsze
spotkam Cię, a wtedy
nic nie będzie takie jak dawniej
droga szybciej ubywa, gdy
widać jakiś cel
znika ciemność i widać świt
i znowu chce się żyć
więc z nadzieją, że to już dziś
puszczam szczęścia los
serce mówi
słyszę w sobie ten mocny głos
antygrawitacja - wielka kumulacja
kuzynka-krecika 2009-02-15 14:04:40
skomentuj (0)
jeju, nie wiem nawet od czego zacząć :)
wszystko jak na razie układa się bardzo dobrze... mam tyle koncertów, ile mogłabym sobie zamarzyć :) styczeń naprawdę obfituje w pracę nad różnymi projektami muzycznymi, aż człowiekowi się lepiej robi. najgorsze jest jednak to, że mam za mało czasu na inne rzeczy, szczególnie naukę do matury ;D w każdym bądź razie wczorajszy próbny j. polski poszedł dobrze. a skoro jest dobrze, to nie jest źle ;D
tak naprawdę chciałabym napisać tu o czymś innym, ale nie chciałabym bardzo zapeszać... bo wiadomo jak z tym jest. mogę jedynie powiedzieć, że nigdy nie spodziewałabym się takiego obrotu sprawy... zapewne gdybym wszystko zaplanowała, to nic by z tego nie wyszło. a tak przynajmniej miałam miłą niespodziankę spontanową, na fazę ;D myślę, że wszystko powinno się udać... i oczywiście kryję z tym wielkie nadzieje... bo... bo taka już jestem. zawsze pokładam w coś za dużo nadziei, a później... no z tym później to właśnie różnie bywa. ale ponoć wiara czyni cuda, więc tego się trzymajmy.
chciałabym w końcu poukładać swoje życie w ten sposób... śpiewanie, nauka i miłość :)) może w końcu dane mi będzie pokochać, poczuć się kochaną i po prostu być szczęśliwą :)
nie mogę też opanować się przed pewnymi podziękowaniami dla niektórych osób... ;-) nikt tego nie przeczyta, ale chciałabym, żeby gdzieś to przetrwało!
chciałabym podziękować szczególnie K. i M. za to, że tak świetnie nam się współpracuje... że każde z nas wnosi coś od siebie do "planu", który stworzyliśmy :) jestem wielką szczęściarą, że trafiłam na takich nauczycieli, kolegów i przede wszystkim takich kompozytorów :)) doceniam Wasz wkład i nadzieje jakie pokładacie w tych projektach... za wiarę, pozytywne myślenie i chęć do stawiania sobie coraz to wyższej poprzeczki :) mam nadzieję, że na tych projektach się nie skończy... wręcz przeciwnie będzie ich dużo, dużo więcej! zresztą resztę sami wiecie najlepiej... (!) dzię-ku-ję (!)
kuzynka-krecika 2009-01-10 12:03:49
skomentuj (1)
wcale a wcale mi nie pomagasz! i wcale to wszystko nie jest takie proste jak mówiłam. miałeś już się nie śnić, miałeś nie denerwować. ale cóż dorywać cóż robić, skoro tęsknię za tym denerwowaniem. i nie chcę play the game of love... nie chcę żeby się begun... (za dużo queenu, wiem - zresztą to też nie wychodzi na dobre, bo wiadomo z czym się kojarzy). zresztą święta są, a święta to święta... myśli się o wszechogarniającej miłości... i mam już serdecznie dość, chcę zamrzeć (!)
poza tym łapię znów śpiewającego doła, zakańczać chce mi się wszystko i chyba tak też zrobię. ale byle do końca stycznia, byle do końca.
na dodatek nie umiem już pisać i wylewać z siebie jakkolwiek. bezsens.
kuzynka-krecika 2008-12-27 17:02:43
skomentuj (0)
***
Frozen Lust
Pobrano z: Szablony Inventive
Powered by blog
Brush
